niedziela, 7 stycznia 2018

Cudotwórca



- Co pana do mnie sprowadza? - zapytał mężczyzna, zza bogato zdobionego dębowego biurka. Michał czuł, jak ów człowiek, ukryty za stojącą na blacie tabliczką z napisem: 
dr. A. Fish, analizuje go wzrokiem.
- Przysłał mnie do pana proboszcz - egzorcysta, z parafii do której należę. - odparł Michał.
- Bo ja umiem chodzić po wodzie. - dopowiedział po chwili.
- Zapraszam do środka, niech pan nie stoi dłużej w progu. - powiedział dr. Fish, wstając z fotela. Michał wszedł do gabinetu, cicho zamykając za sobą drzwi. 
Stał onieśmielony, nie bardzo wiedział jak zachować się w takim miejscu. Szpital psychiatryczny, nie należał do miejsc które dobrze mu się kojarzą.

- Proszę, niech pan spocznie. Mam tu bardzo wygodną sofę, z pewnością pomoże się panu odprężyć. - zachęcił schludnie ubrany mężczyzna, wskazując dłonią na mebel, obity brązową pikowaną skórą.
- Wow! Faktycznie, co za uczucie. - pomyślał Michał, siadając na tym arcydziele sztuki tapicerskiej. Czuł jak całe napięcie oraz stres towarzyszący tej wizycie, spływa z niego i znika w czeluściach otomany. Psychiatra usiadł naprzeciw w fotelu, który z pewnością wyszedł spod ręki tego samego rzemieślnika, który był stwórcą wersalki. Nawet nie wprawione oko laika, dostrzec mogło ten kunszt wykonania. W obu mężczyzn wpatrywały się dziesiątki oczu, z portretów wiszących na ścianach. Kilka twarzy Michał rozpoznał natychmiast: Jozef Fritzl, Beverly Allitt, Margarete Ilze Koch, Mariusz Trynkiewicz, sławni psychopaci i mordercy. Jeden portret szczególnie rzucał się w oczy, był większy, oprawiony w pozłacaną ramkę, wisiał na honorowym miejscu w gabinecie, tuż nad biurkiem. Albert Fish - seryjny morderca, kanibal, sadysta, masochista i pedofil. Michał w milczeniu przyglądał się zdjęciu na ścianie.
- Tak, też nie mogłem uwierzyć w to, że jesteśmy spokrewnieni. No ale cóż, rodziny się nie wybiera. Jednak przejdźmy do Pana. - skwitował krótko dr. Fish.

- Twierdzi pan, że umie chodzić po wodzie? - zapytał spokojnym, przyjacielskim tonem psychiatra.
- No tak, ale... - Michał nie zdążył dokończyć zdania, gdy w słowo wszedł mu dr. Fish. 
- Czy ma pan inne objawy? Przepraszam. Czy ma pan jeszcze jakiś dar? Może słyszy pan głosy lub występują u pana inne zjawiska?
- Nie. Ja umiem chodzić po wodzie, ale... - Michałowi ponownie wszedł w zdanie lekarz.
- Niech pan nie będzie taki skromny. W historii świata był już jeden taki cudotwórca, co chodził po wodzie. W dodatku słyszał głosy, rozmnażał strawę, uleczał, wypędzał demony. 
- Doktorze, ja chodzę po wodzie, ale... - Michałowi znów nie dane było dokończyć zdania.
- Widzę u Pana, bardzo silnie upośledzoną umiejętność krytycznej, realistycznej oceny własnej osoby, otoczenia i relacji z innymi, a nawet mogę powiedzieć, że nie jest Pan do niej zdolny. To schizofrenia, tak schizofrenia.

- Ale doktorze, ja umiem chodzić po wodzie... - zaczął mówić Michał, wstając powoli z bosko wygodnej kanapy.
- Tak słyszałem. - odparł dr. Fish, patrząc zdziwiony na swojego pacjenta.
- Tak umiem, umiem chodzić po wodzie, ale tylko gdy jest zamarznięta! - wykrzyknął Michał, wychodząc z hukiem z gabinetu.

4 komentarze:

Copyright © 2016 coffeeshopp , Blogger