czwartek, 19 października 2017

Prawdziwa opowieść wyimaginowanego Alberta


Ludzie za oknem mknęli chodnikiem, zgarbieni, skuleni, chowali się 
w kurtkach i płaszczach przed słotą. Pogoda nie zachęcała do opuszczania domu, mżawka, chłód - jesień jak się patrzy. Ale jak nie ma wyboru, to co zrobić? Bo to, co do tej pory wydawało się być jedynie abstrakcją, teraz, dzisiaj miało się urzeczywistnić. 

10:45 zarzuciwszy na siebie szaro-bure palto, Albert postawił pierwszy krok w drodze na spotkanie. Dołączając do reszty, mknął chodnikiem 
w deszczu, pod wiatr, zamyślony i pochłonięty wyobrażeniami nadchodzącej chwili. 
- Przepraszam. - rzucił od niechcenia, kobiecie, z którą się zderzył. I nie zwracając na nią więcej uwagi, poszedł dalej. 315 - tyle kroków pokonał do momentu, aż stanął przed obrotowymi drzwiami molocha, w którym był umówiony. Otrzepał palto i wszedł do środka. Białe ściany korytarzy rozświetlało zimne światło jarzeniówek, powodując wrażenie wszechobecnego chłodu - jak w lodowym pałacu Jadis, Białej Czarownicy z Narnii. Kolorowe bohomazy wiszące gdzieniegdzie, przez innych nazywane obrazami, nieporadnie próbowały dodać temu miejscu ludzkiego charakteru. Bezskutecznie. 

Albert popchnął drzwi numer 15 i wszedł przez nie do pomieszczenia. 
- Dzień dobry. - powitał legion siwowłosych staruszków siedzących 
w poczekalni. 
Ci spojrzeli jedynie na niego w milczeniu. Zlekceważony przez ogół, zajął jedyne wolne miejsce. Czas dłużył się na oczekiwaniu, każda minuta zdawała się trwać dłużej niż zwykle. Gdy po trzech kwadransach oczekiwania, Albert zaczął się czuć tak staro, jak ci wszyscy dziadkowie z „Legionu starców”, usłyszał najprzyjemniejszy głos tego dnia mówiący: 
- Pan Albert? Zapraszam ze mną. - Podniósłszy wzrok, ujrzał brunetkę w białym fartuchu. Jej promienisty uśmiech, rozpędził cały chłód panujący w pomieszczeniu. Albert siedział jak zaczarowany, patrząc jak kobieta odchodzi. Po chwili ocknął się z magicznego letargu 
i ruszył za nią. 
- Proszę wejść. - kobieta zwiewnym ruchem ręki wskazała na otwarte drzwi. Pomieszczenie przerażało swoją sterylnością - znów ten chłód. 
- Jestem Melisa, asystentka. - przedstawiła się kobieta. Na początek proszę założyć kąpielówki, resztą zajmiemy się już my. - powiedziała z szelmowskim uśmiechem, opuszczając pomieszczenie. Albert wykonał instrukcje i czekał na powrót Melisy. Ta wkrótce się pojawiła. 
- Jest pan świadom że podjęta decyzja jest ostateczna? - zapytała kobieta. Albert przytaknął kiwnięciem głowy. 
- Ok, proszę położyć się na kozetkę i zaczynamy. - oświadczyła asystentka, jednocześnie gasząc pilotem światło

Przez chwile panowała ciemność. Do uszu Alberta dobiegł dźwięk otwierających się drzwi. Do pomieszczenia weszła kolejna osoba. Światło z zapalonej przez nią lampy zabiegowej, takiej jak u stomatologa, odkryło przed oczami Alberta twarz kobiety. która w milczeniu zabrała się do pracy. Kąpielówki, które okrywały męskość mężczyzny, teraz były opuszczone bardzo nisko. 
- Poczuje pan ukłucie. - powiedziała oschłym tonem nieznajoma kobieta. I faktycznie, twarz Alberta wyrażała cały ból tego świata. Minął kwadrans, podczas którego kobiety na przemian podnosiły i opuszczały przyrodzenie Alberta, obracały je na wszystkie strony, miętosiły 
i dotykały, przy okazji razem cicho nucąc: „Just a young gun with a quick fuse. I was uptight, wanna let loose...Thunder, thunder, thunder...” 
- Gratuluję! Od teraz jesteś bezpłodny! - przemówiła bezimienna kobieta, odkładając na bok skalpel. Albert ubrał się, zarzucił na siebie szaro-bure palto i nieco kuśtykając pomknął chodnikiem do domu.

10 komentarzy:

  1. Takiego zakończenia się nie spodziewałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się zaskoczyć czytelnika formą jak i treścią opowiadań.

      Usuń
  2. Muszę przyznać, że zakończenie mnie zaskoczyło! Kompletnie nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Szanuję za muzyczne nawiązanie. Imagine Dragons zawsze mile widziane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskoczyć czytelnika, to lubię najbardziej. Dziękuje

      Usuń
  3. Zgrzyta mi asystentka mówiąca "z szelmowskim uśmiechem" - to bardzo nieprofesjonalne z jej strony. No i procedury są trochę bardziej skomplikowane. Albert nic nie podpisał, wywiadu zero, opieki po zabiegu też. No tak się nie robi. Ja rozumiem, że zależało Ci na twiście na końcu, ale za bardzo się na nim skupiłeś, nie pilnując szczegółów. Można było poprowadzić narrację spokojniej, więcej skupiając się na otoczeniu, które widzi bohater. Albo w ogóle podejść do tematu z narracją pierwszoosobową - wtedy niedociągnięcia łatwiej zamaskować, w końcu on nie musi wiedzieć do końca co się dzieje: "Dali mi trzy kartki i kazali podpisać. Ręka zadrżała, gdy pomyliłem datę".
    Ale super są nawiązania popkulturowe - brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje za tak obszerną wypowiedź, tym bardziej za tak merytoryczną. Przedstawiłaś tu cenne uwagi, które napewno wykorzystam w kolejnych tekstach. Odnosząc się do procedur, to zgodę na zabieg, „Albert” podpisał w chwili ustalenia terminu. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Tak zgadzam się, takie zakończenia bym się nie spodziewał. Bardzo miło mi się czytało taką krótką formę.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 coffeeshopp , Blogger