wtorek, 3 października 2017

Odcinek IV - Mały goniec



Pluton skrył się w ciemności, pozostawiając za sobą wybuchy granatów i wystrzały karabinów. Ukryli się nieopodal, w ruinach zakładu pogrzebowego, gdzie oczekiwali aż nadejdzie poranek. Rana Adeli okazała się niegroźna. Było to tylko małe otarcie. 

- Stefan! Wieśka! Ruszcie się zbadać okolicę, tylko ostrożnie! - wydał rozkazy Papcio. Chłopaki nieomal bezszelestnie wypełzli z piwnicy. Słońce było jeszcze nisko, a poranna rosa nie zdążyła wyschnąć. W budynku, z którego nocą musieli się ewakuować, teraz byli Niemcy. W jakiej sile? Tego zwiadowcy nie potrafili określić. Chłopaki robili rekonesans po okolicy, nie było w niej innych fryców, oprócz tych wcześniej wymienionych. Z tymi informacjami wrócili, aby zdać raport Papciowi.

- No dobra, plan jest taki: dostarczymy Adelę do najbezpieczniejszego przejścia, potem zaczekamy tam na jej powrót. - powiedział Józef do zgromadzonych wokół siebie żołnierzy. Rozproszeni ruszyli między ruinami. Każdy z nich trzymał broń w pogotowiu. Cicho, niczym koty, przemykali między kolejnymi podwórkami. Adela podążała tuż za Józefem - dokładnie tak, jak nakazał jej przed samym wymarszem. Nie była pewna, czy to adrenalina, czy jego bliskość sprawiają, że serce biło szybciej, 
a w okolicach brzucha odczuwała dziwne mrowienie.
- Uspokój się! To nie czas na wygłupy! - skarciła samą siebie, w głębi duszy czując radość. 

Zejście do kanału, którym Adela miała dotrzeć do "Rudych", było sto metrów przed nimi.
- Stop. - zawarczał jeden z żołnierzy, idący na szpicy. Wszyscy przyklęknęli pod murem, kierując lufy swoich karabinów we wszystkie możliwe strony, żeby w razie czego, móc postawić zasłonę ogniową. Za rogiem, w bramie, dwóch Kozaków w czarnych wełnianych czapach¹znęcało się przy pomocy kija nad gońcem, małym gazeciarzem - ośmioletnim chłopcem. Wieśka i Kostek bez zastanowienia ruszyli mu w sukurs. Pierwszego Kostek zdzielił kolbą mauzera w potylice, i gdy ten runął na glebę, poprawił jeszcze kilka razy uderzając go w łeb. Drugi z oprawców ośmiolatka zdążył się obrócić. Tylko po to, żeby zobaczyć świecący kosy błysk, który z wielkim impetem wbił się w jego czaszkę, aż po sam jelec. 

- Wieśka, spadamy! - szturchnął kolegę Kostek, trzymający chłopca w ramionach.
- Do tylu! Raz, raz! - poganiał towarzysza broni. Młodzieńcy dołączyli do reszty oddziału.
- Co z nim zrobić? - zapytał Kostek dowódcy
- Wieśka, weź sobie jednego do pomocy i zanieście chłopca na pocztę główną. Tam się nim zajmą. Potem spotkacie się z nami w domu - tak oddział Papcia nazywał swoją główną kryjówkę.
- Kostek i Stefan, Wy tam na górę. - wydał dyspozycje Papcio, wskazując palcem pobliski budynek.
- Będziecie nas osłaniać. Reszta zabezpieczy zejście do kanału. Czas odstawić łączniczkę do jej zadań. - kontynuował przydzielanie zadań Papcio.

- Władek! Władek! Gdzie jest Władek...? - mamrotał pod nosem mały gazeciarz.
- Ruszajcie! - pogonił wszystkich dowódca. Kostek i Stefan z gracją kozic górskich wdrapali się na dach obdartego z tynku budynku. Mieli stamtąd doskonałą pozycję strzelecko-obserwacyjną. 
Papcio spoglądał co chwilę w ich kierunku, wypatrując znaku, na który wraz z resztą oddziału ruszy do włazu studzienki.

- Dobra. Jest sygnał. Oddział na przód! - wszyscy ruszyli bez zawahania. Czujnie stawiając stopy, rozglądali się po okolicy wypatrując wszelkiego zagrożenia. Kozaków może być tu przecież więcej. Adela podążała bezpośrednio za Józefem. Ten zaś, co jakiś czas powtarzał jej: 
- Ostatnie metry musisz przebrnąć pod powierzchnią wody. Nie wąchaj się! Bo zginiesz. 
My będziemy tu czekać do Twojego powrotu. Oddział powstańców otoczył studzienkę, 
która znajdowała się na środku skrzyżowania. Okoliczne gruzowiska dawały dobrą osłonę dla pilnujących jej od tej chwili żołnierzy. Józef podniósł właz.
- Wróć do nas. - powiedział Adeli ściskając ją na pożegnanie. Ten miły gest sympatii wywołał rumieniec na jej twarzy. Dziewczyna zeszła drabinką w dół.
- No dobra, dasz radę - dodawała sobie otuchy łączniczka, próbując myśleć o zadaniu, a nie o Józefie.


¹ W tamtym okresie, armia niemiecka była zlepkiem wielu narodowości i kultur.





Fotografia z okresu okupacji niemieckiej. Warszawa. Mały gazeciarz - chłopiec roznoszący Kuriera Warszawskiego. Fotografię udostępniło MPW.


Poprzedni odcinek: Wyznanie                                                                            Kolejny odcinek: Tunel


6 komentarzy:

  1. Tego typu literatura nie jest w moim guście, ale gratuluję podjęcia decyzji o rozpoczęciu pisania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma na świecie dziedziny sztuki, która przypadła by do gustu każdemu. Właśnie to jest najpiękniejsze, że jeśli coś nam się nie spodoba, możemy nadal rozszerzać swoje choryzonty poszukując piękna. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Trudna literatura i nie łatwy temat, gratuluje podjęcia tematu,powodzenia !

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze się czytało, ale ja akurat lubię historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nas dwóch, także lubię historię. Lecz czasem też lubię popuścić wodze fantazji, ale w granicach rozsądku :-)

      Usuń

Copyright © 2016 coffeeshopp , Blogger