poniedziałek, 9 października 2017

Carmen


Wstęp
Inspiracja leży na ulicy, tak można by powiedzieć, bo inspiruje mnie wiele rzeczy. Do napisania "Carmen", zainspirowała mnie twórczość zespołu Rammstein​, konkretnie trzy z ich utworów: "Waidmanns Heil", "Mein Teil", oraz "Liebe ist für alle da"



Carmen 


Poniedziałek. 98,6 stopnia Fahrenheita leje się z nieba, wprost na nowojorski Bronx. W jednym z małych rodzinnych przedsiębiorstw, dzień pracy dobiega końca. Pracownicy wychodzą, zostawiając za sobą brud i znój minionego dnia, sprzątnięciem którego zajmie się Carmen - młoda latynoska, pracująca tu na dwa etaty. 

Carmen z ogromną uwagą pełznie na czworaka, szorując podłogę z zakrzepłej krwi świń i bydląt, do której jak zahipnotyzowane lecą opasłe muchy. Dziewczyna czuje na sobie każde, molestujące ją, spojrzenie Freda, grubego jak wieprz, brygadzisty rzeźni, w której pracuje. 
- Stary napaleniec! Pieprzona świnia! - obrzuca go epitetami w myślach, bo niemal fizycznie odczuwa, jak ten dotyka wzrokiem jej zgrabny tyłek, schowany w przykrótkich szortach. Faktycznie, mężczyzna aż ślini się na jej widok. Jego wyobraźnia nie potrafi się powstrzymać, widząc jej posuwiste ruchy oraz te cudowne krągłości. Jej skóra uwodzicielsko błyszczy od potu, który wręcz pachnie słodyczą. Fredowi ciężko oderwać wzrok od tego obrazu, co nie umyka uwadze Carmen. 
- Basta! - woła w myślach dziewczyna. Gorący latynoski temperament bierze górę. 

Carmen podnosi się z kolan i z pewnością siebie rusza w kierunku szefa. Zbliżając wilgotne usta do jego ucha szepcze: - Chcesz się zabawić? - Ten aż się wzdryga, gdy ona łapie go niespodziewanie za krocze. Kropla potu spływa w dół jej szyi, by zaraz skryć się między dorodnymi piersiami, które w uwięzi trzyma jedynie kraciasta, flanelowa koszula, w pasie związana w supeł, odsłaniając tym samym błyszczący się od potu brzuch. 

Gruby Wieprz z trudem przełyka ślinę, nie jest pewien czy śni na jawie, czy też gwiazdka przyszła w tym roku wcześniej! Carmen kąsa go w opuszek ucha: - To jak będzie? - mruczy prężąc się niczym kotka, muskając go zmysłowo ustami. 
- Taak. - wydukał z siebie stary oblech. 
- To idź, zamknij sklep, zasuń żaluzje i przynieś sznurek spod lady, wiesz który, ten do pakowania zakupów. - wydaje polecenia, po czym  klepie Freda w zad. 
- Czekam na Ciebie w masarni - woła uwodzicielsko do odchodzącego mężczyzny. 

W pomieszczeniu powitał go półmrok. Przez zasłonięte żaluzjami okna, wpada skąpe światło. Wisząca pod sufitem jarzeniówka, rozbłyskuje co jakiś czas białym, zimnym światłem. Na środku pomieszczenia, stoi drewniane krzesło. Gruby Wieprz wchodzi do środka i od razu kątem oka zauważa Carmen. Dziewczyna poprawia chustkę na głowie, która związana w supeł na czole, podtrzymuje grzywkę. 
- Siadaj! - mówi stanowczo. Mężczyzna jednak stoi zdezorientowany. Carmen rusza więc w jego stronę. Mocnym szarpnięciem, rozrywa guziki jego przepoconej koszuli, przy okazji pchając go na krzesło. 
- Siadaj! - dobitnie domaga się wykonania polecenia. Facet siada jak tresowany pies. 

- Dawaj sznurek! - żąda groźnie Carmen. Mężczyzna z pokorą wypełnia jej polecenie. Nie protestuje też, gdy dziewczyna przywiązuje jego ręce do oparcia krzesła. Przebiega mu przez myśl, że to całkiem podniecające. Postanawia się trochę odprężyć i zanurzyć wzrok, w wylewającym się z flanelowej koszuli biuście dziewczyny. Carmen siada okrakiem na kolanach Freda i od razu czuje na kroczu, rosnące podniecenie Knura. - Mmmmm. - szepcze do jego ucha. 

Grubas sapie jak parowóz, i tak samo jak on, ocieka tłustym potem. Carmen ociera biustem o kudłaty tors mężczyzny, a następnie z gracją baletnicy zsuwa się z jego kolan i robiąc piruet znajduje się za jego plecami. W ręku trzyma resztę sznurka, który jej pozostał. Niespiesznie zaplątuje jego końce na dłoniach, a następnie tak powstałą garotę zaciska na szyi sapiącego Knura. W pierwszej chwili to go podnieciło, przeraził się jednak gdy poczuł jak Carmen mocniej zaciąga pętle na jego spoconej szyi. Próbuje się oswobodzić, ale mocne więzy skutecznie mu to uniemożliwiają. 

Jego oczy podchodzą krwią, twarz robi się biało-szara, a usta blado-sine, grymas bólu wykręca jego twarz - przypomina krzyczącą postać z malowidła Muncha. Ten obraz, odbijający się w lśniących kafelkach, tych, które z takim pietyzmem Carmen szorowała kilka chwil wcześniej, sprawił dziewczynie dyskomfort. Nie może patrzeć na tę szkaradę. Sprzątaczka rozluźnia uścisk śmierci i wychodzi  z masarni, rzucając cicho: - Tylko nie odchodź. Zaraz wrócę i znowu się zabawimy, kochanie. Gruby Wieprz próbuje krzyczeć, by wezwać pomoc, ale ze zmiażdżonego gardła nie wydobywa się nawet mysi pisk. Po paru minutach Carmen wraca, niosąc w ręku sznurek i szarą, papierową torbę, którą nakłada Fredowi na łeb. 
- To bawmy się! - woła rozkosznie, zaciągając ponownie pętle. Tym razem jeszcze mocniej, niż poprzednio. 

Wieprz wpada w konwulsje, a spod torby zaczyna płynąc potok śliny, która spływając po owłosionym brzuchu grubasa, a dalej po jego brązowych spodniach, sprawia wrażenie jakby facet właśnie się zeszczał.  Nagle tłuścioch zamiera w bezruchu. Chrząkanie jakie do tej pory wydobywało się z jego miażdżonej tchawicy ustaje. 
- No dalej, klepnij mnie w dupę, złap za cycka, albo nazwij świetną suką! No dalej! - krzyczy Carmen.

Tej nocy Carmen nie wraca już do domu. Zamiast tego rąbie tasakiem, zwłoki Freda, na mniejsze porcje, bo ten nie mieści się w całości do Meatgrindera 3000 - maszynki do mielenia mięsa. Zapach czosnku, imbiru, rozmarynu, tymianku, cząbru, majeranku, liści laurowych, a nawet ostrej papryczki chili rozchodzi się po masarni - wprowadzając miła atmosferę.

Wtorek. Dźwięk dzwonka, uderzonego przez otwierające się drzwi, przywołuje Carmen do lady. 
- Co podać? - pyta uprzejmie dziewczyna. 
- A co jest dziś w promocji? - pyta czarnoskóry mężczyzna. 
- Dziś? Pasztet z grubego wieprza. Podać? - odpowiada z uśmiechem na twarzy Carmen.


fot. z pixabay

4 komentarze:

  1. Ojej wyobraźnię Ty to masz wielką - fajnie napisane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jej ogrom - wyobraźni, nawet mnie przeraża 😁

      Usuń
  2. No nie spodziewałabym się zakończenia...Nie wiem w ogóle jak nazwać swoje zdanie na temat opowiadania. chyba masakra w rzeźni. Skąd bierzesz takie pomysły?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak we wstępie, inspiracja do napisania Carmen - w takiej postaci, pochodzi z twórczości Rammstein. Moja wyobraźnia ma swoje ciemne zakamarki

      Usuń

Copyright © 2016 coffeeshopp , Blogger