sobota, 30 września 2017

Odcienie czerwonego



Wczoraj znowu minęli się na klatce schodowej. Ona zbiegała w dół, do kolegów czekających pod drzwiami. On szedł do góry, jak co dzień po pracy zmierzał do swojego mieszkania. I jak co dzień, tak też tego dnia obejrzał się za nią, pożerając wzrokiem jej płynnie falujące pośladki. Koniec zmiany w Bumarze, kolejny bezbarwny dzień dobiega końca. Z przystanku do klatki, a tam schodami w górę na czwarte piętro. Po drodze znowu minie dziewczynę. Nacieszy wzrok widokiem zmysłowych, osiemnastoletnich pośladków. To już chyba jedyna przyjemność jaka mu w życiu została. Bo dwadzieścia lat po ślubie, jego Starej tylko zrzędzenie w głowie. O byle gówno, byleby napierdalać ozorem bez potrzeby. 

Już słyszy kroki, zabiegającej z góry dziewczyny. Dziś ma na sobie czerwoną sukienkę. Minęli się w milczeniu. On jak zwykle obejrzał się za nią. Ta zatrzymała się w półpiętra, odwracając się w jego stronę zawołała szeptem - Zaczekaj. On stanął jak wryty, nie miał odwagi się odezwać. Stał jak słup soli na schodach. Dziewczyna podeszła do niego, łapiąc go za dłoń wyszeptała mu do ucha słowa: - Rodziców nie ma w domu. Ruszyła odważnie w górę, ciągnąc go za sobą. Mieszkanie wypełniały promienie słońca, wpadające przez wielkie okna. Wiśniowy, taki kolor miała sukienka, która spłynęła w dół ramion dziewczyny. Odkrywając przed jego wzrokiem aksamit śniadej, niewinnej skóry, ozdobionej bielizną w kolorze Ferrari. 

Silnymi spracowanym dłońmi, odgarnął jej włosy odsłaniając szyję. Musnął ją delikatnie ustami. Dziewczyna prężyła się jak kotka. Jej pośladki ocierały się o niego w tańcu rozkoszy. Dłonie zaplotła na jego karku. 
- Pieść mnie... - nalegała. Bezkarnie odkrywał każdą część jej intymności. Poznawał, czytając z mapy rozkoszy, każdy zakamarek jej rajskiego ogrodu. Szkarłatny, to kolor jej ust którymi szepcze do niego: - Teraz, mocno... Szarpnął ją za włosy, przy okazji podduszając. Twarde jak brylanty sutki, przebijały się przez bieliznę. 
- Ach! - westchnęła płonąc żądzą. Pchnął ją, ta upadła twarzą w poduszki na łóżku. Szybkim ruchem zdarł z niej koronkowe figi. Krwisto czerwony, zrobił się jej pośladek po tym jak smagnął go dłonią. 
- Jeszcze, jeszcze! - wolała w rozkoszy. Otworzyła się przed nim jak pąk róży. 
- Mocno, głęboko! - prosiła. 

On kazał jej niecierpliwie czekać, wpierw muskając językiem. 
- Tak, tak, tak... Powietrze w pokoju gęstniało od żądzy. Paskiem od spodni skrępował na plecach jej ręce. Mocnym szarpnięciem za włosy, przyciągnął ją do siebie. 
- Aaaaaa... Taaaaaak....! Jeszcze, jeszcze! - krzyczała w rozkoszy. Raz za razem przypierał ją do siebie. Ta krzyczała spełniona. Smagał jej pośladki, nadając im coraz głębszy odcień krwistej czerwieni. Drugą ręką trzymał za włosy, niczym jeździec konia za lejce. 
- Tak, taak, taaak! Szybciej, głębiej, proszę! - dziewczyna zawodziła w ekstazie. Rozkosz. - 

Waldek. Waaldeek. No Waldek! - sen przerwało wołanie Flądry w czerwono wyblakłych papilotach. 
- Spóźnisz się do pracy, wstawaj. - ponaglała złowrogo wyglądająca maszkara. To był tylko sen, ale wracając z pracy, znowu nacieszy wzrok. Kto wie co będzie potem?

2 komentarze:

  1. No nie! Wszystko co piękne zawsze musi kończyć się snem :(
    Ale ogólnie super napisane ❤️

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 coffeeshopp , Blogger